Ogar Pivovar a hospůdka – czy warto?
Ogar Pivovar a hospůdka tuż koło stacji Kunčice pod Ondřejníkem to miejsce na mapie Beskidów Morawsko-Śląskich szczególne. Już samą stację można by zamknąć w jednym kierunku i odebrać remontowe szlify, by przenieść się w czasie. Gdy dodać jednak browar z poczciwą strawą, ta układanka by się dopełniła.
Dziś Ogar jest też atrakcyjny siłą regionu mającego sporo do zaoferowania. Tuż obok szczyt Ondřejník, niedaleko Radhošť, Lysá hora, Smrk. Jest i BoboPark Čeladná dla dzieciaków oraz sporo gastronomii. Przy tym wszystkim region wydaje się mniej przeciążony turystyką Made in Poland, gdzie każdych kilka metrów kwadratowych ma dać tuzin możliwości zarobku. Nie by tego nie było, ale czuć pewien oddech. Ten oddech zresztą dają bardziej widokowe i odsłonięte Beskidy Morawsko-Śląskie.
Co się tyczy samego Ogara, to w gronie elementów mających mnie do piwa i strawy przekonać, rasa psa myśliwskiego w nazwie by się nie znalazła. Uwaga pewnie na wskroś subiektywna. Stąd, trafiając na ich piwa wśród wielu sofistykowanych (często też infantylnych nazw piw) w lodówkach wielu sklepów wielkopowierzchniowych, ich nie kosztowałem.
Wiedziony jednak pragnieniem dobrej kuchni w Ogarze, w końcu się tam znalazłem. I to od razu w środku pierwszomajowego tajfunu. Mimo rezerwacji na późniejsze godziny i sporej ruchawki, stół otrzymaliśmy z miejsca, a usłużny kelner szybko przyjął zamówienie, które na stole wylądowało bez zbędnej zwłoki (15 minut).
Na stole wylądowały:
- haluszki z bryndzą ze skwarkami i smażonym boczkiem, posypane świeżym szczypiorem
- grillowane wieprzowe żeberka w sosie barbecue z chrzanem, musztardą, czosnkowymi grzankami i sałatką coleslaw
- smażony ser gouda z frytkami i domowym sosem tatarskim
Napoje z karty – Kofola, soczek i bezalkoholowe piwo z powodu zmotoryzowania, co rozwiązał Kazbek na wynos.
Na kiju były:
- 11° Světlý ležák
- 11° Mango Gose
- 12° Kazbek
- 12° Mosaic APA
- 12° Galaxy Pale Ale
- 15° Medová
Dodatkowo menu się okresowo zmienia, co stałą ofertę piwną i kilka czeskich klasyków wzbogaca tym, co akurat po głowie kucharzowi i piwowarowi chodziło.
I wszystko to nie dość, że ładnie podane – co jest signum temporis każdej drugiej restauracji – jedna rzecz była ponadstandardowa: nie było tam półproduktów. Żeberkom towarzyszył własnej roboty coleslaw, haluszki były zatopione w bryndzy i przyozdobione po bokach. Z kolei klasyczny półprodukt, vide smażony ser, był wysokiej jakości i – sądząc po panierce – prawdopodobnie pochodził z zasobów własnych. Gdy dodać krojone na miejscu frytki i ciekawy, słodkawy dressing, spotkaliśmy się ze standardem widzianym w Czechach poza Pragą rzadko. Bo ustalmy, iż coleslaw zwyczajowo pochodzi z plastikowego opakowania. O tatarkę nikt nie kruszy kopii, a sałatka do smażonego sera byłaby tam „dla świętego spokoju”.
Dziś kraj Morawsko-Śląski kulinarnie mocno pikuje. Oferta jest raczej uboga, co czyni Pivovar Ogar miejscem wartym zachodu. I niech rękojmią będzie to, iż mimo braku czasu piszę te kilka akapitów raptem 4 dni po wizycie. Po prostu warto tam zajrzeć, zjeść i przejść tych kilka kroków na stację kolejową.
Jeśli nasz tekst wniósł cokolwiek do waszego życia, czy choćby doceniacie nasz czas i wiedzę, zawsze możecie kupić coś w naszym sklepie! Nie jesteśmy tu z przypadku a pielęgnowanej lata pasji. Nasz sklep umożliwia nam ją kontynuować. U nas - nowe czy stare - wszystko sprzedajemy z serca, za uczciwe pieniądze, szybko i rzetelnie.
Photo © czechypopolsku.pl